wtorek, 28 maja 2013

Rozdział 1. Ślad węgla.

   Chomik wściekle gryzł pręty klatki. Brązowe futerko zjeżyło mu się na grzbieciku, a oczy błyszczały niczym dwa diamenciki. Niewyspana zwlokłam się z łóżka, poprawiłam fioletową koszulę nocną i wyjęłam z klatki miseczkę, do której wsypałam jedzenia. Gdy tylko zamknęłam drzwiczki, chomik rzucił się do jedzenia. Poszłam do łazienki, zmyłam z siebie sen i delikatnie pomalowałam oczy brązowym cieniem i czarną maskarą. Włosy jedynie rozczesałam, ubrałam czarne dżinsy i czerwoną koszulkę na ramiączkach. Zeszłam na dół, zjadłam śniadanie i wyszłam z domu.
   Szkoła wyrosła za zakrętem. Niebieska, urocza i całkiem nowa. Poprawiłam szarą torbę na moim ramieniu. Miałam doczepione do niej przypinki z ulubionych serii anime, a także dwie naszywki z zespołami.
   Na dziedzińcu był tłok. Zgrabnie przecisnęłam się między uczniami i weszłam do chłodnego, spokojnego wnętrza budynku. Według planu matematykę mieliśmy w sali 104. Weszłam schodami na górę i rozejrzałam się. Dwóch chłopaków na końcu korytarza grało na PSP, grupka dziewczyn siedziała na ziemi i zanosiła się śmiechem. Spojrzałam na trzy cyfry umieszczone na drzwiach, tuż ponad szklaną szybką. Stanęłam na palcach i zajrzałam do środka. Siedzieli tam. Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam klamkę.
   Na dzień dobry dostałam butelką w głowę.
   - Sorry, nie sądziłem, że tu ktoś wejdzie!
   Rozmasowałam sobie bok, czując, jak ból ustępuje tak szybko, jak się pojawił. Uniosłam wzrok i wbiłam go w chłopaka o rudych włosach. Był chyba niższy ode mnie. Siedział w drugiej ławce i uśmiechał się szeroko. Obok niego był szatyn, a jeszcze obok chłopak z czerwonymi włosami.
   Podniosłam butelkę z ziemi i wrzuciłam ją do kosza stojącego dwa kroki za mną.
   - Udajesz idiotę czy faktycznie nim jesteś? - powiedziałam sucho, z ulgą dostrzegając miejsce obok Violetty. Dziewczyna pomachała mi, uśmiechając się na swój sposób. Położyłam torbę na podłodze i siadłam na krzesełku.
   - Przecież cię przeprosiłem! - Wyraźnie słyszałam pretensje w jego głosie. Violetta wzruszyła ramionami i szepnęła:
   - Nie przejmuj się. Jest niski, więc musi zwracać na siebie całą uwagę.
   - W takim razie niech lepiej uważa, żebym go nie podeptała. Z reguły nie patrzę pod nogi.
    Dziewczyna pokiwała głową, wyraźnie zakłopotana. Machnęłam ręką i zajrzałam jej przez ramię. Martwa natura, która zdawała się niemal żyć własnym życiem. Z mojego gardła wydobyło się jedynie słabe westchnienie.
   - Podoba ci się? - Violetta spytała nieśmiało, rumieniąc się.
   - Kobieto, to jest... niesamowite! Co ty tutaj robisz? Powinnaś iść do plastyka!
   Nim zdążyła mi odpowiedzieć, do sali weszła nauczycielka. Zatrzasnęła za sobą drzwi i rozejrzała się po klasie. Byłam pewna, że za chwilę wykona elegancki "facepalm".
   - Przerwa się jeszcze nie skończyła, czemu siedzicie w klasie?
   Wzruszyliśmy ramionami, nie ruszając się z miejsca.
    Słońce wschodziło za oknem coraz wyżej.

   Wiedza o Kulturze była ostatnią godziną. Starsza kobieta siedziała na biurku, niesamowicie chuda jak na swój wiek . Jej monotonny głos przetaczał się przez całą salę, pogrążając nas w stan zupełnego odrętwienia.
   - ... poprawa tylko w formie odpowiedzi ustnych. I to tyle jeśli chodzi o WSO. Z tego, co wiem, w waszej klasie jest nowa uczennica. Pokaż się, misia.
   Poczułam na sobie masę spojrzeń. Wstałam i uśmiechnęłam się do pani.
   - Super. Opowiedz mi coś o sobie, misia, twoje zainteresowania, czy pasje.
   Violetta posłała mi ukradkowy uśmiech. Stresowałam się. Nie lubiłam mówić na forum klasy. Nie o sobie. Pocieszałam się jedynie, że kilka osób już ze mną rozmawiało, więc nie byłam już taka zupełnie "nowa". Wzięłam głębszy wdech i zaczęłam:
   - Nazywam się Maria Regen. Poprzednie liceum ukończyłam z wyróżnieniem. Moje ulubione przedmioty to biologia, języki obce i matematyka. Interesuję się nieco grafiką komputerową, a także muzyką...
   - Ale grafiką? Rysujesz, tworzysz strony? - Przerwała mi nauczycielka.
   - Rysuję na tablecie. Stron nie umiem tworzyć.
   - A gatunki muzyki? Grasz na jakimś instrumencie?
   - Wolę wymieniać zespołami, bo nie mam ulubionych gatunków. Grałam swego czasu na oboju i pianinie. Ukończyłam szkołę muzyczną pierwszego stopnia. Śpiewam też dla przyjemności.
    Nauczycielka zdawała się być zachwycona. Zaczęła opowiadać (bardzo powoli) o szkolnym chórze, a także o tym, jak ona swego czasu chodziła do szkoły muzycznej.
 
   Po lekcjach na dziedzińcu rozmawiałam jeszcze z Peggy. Gdy tylko się pożegnałyśmy, zobaczyłam Lysandra. Pomachałam mu i podeszłam bliżej. Nie był w mojej klasie.
    - Cześć. Widzę, że masz dobry humor. - Uśmiechnął się niemal niezauważalnie.
    - Tak, chyba nabrałam dystansu do siebie i swojej sytuacji. Poza tym podoba mi się, że każdy jest tutaj inny. Nic nie jest tu takie samo. Nikt nie jest taki sam.
    - Każdy człowiek jest inny. - Lysander zmarszczył brwi.
    - Owszem. Ale u mnie w poprzedniej szkole wszyscy zaczynali po pewnym czasie zachowywać się według określonych schematów. Miałam wrażenie, że było niewiele osób, które wnosiły sobą coś więcej, niż tylko ciało.
    Nagle podszedł do nas czerwonowłosy chłopak. Był seksowny. Był cholernie seksowny. Tylko nie rozumiałam, czemu się przefarbował.
    - Hej, Kas. - Lysander przybił z nim piątkę, po czym uśmiechnął się. -Jesteście razem w klasie?
    Pokiwałam głową. Już chciałam powiedzieć, że wracam do domu, gdy nagle Kastiel powiedział:
    - Podlizała się na wstępie nauczycielce woku. Trudno jej nie zapamiętać.
    - Stwierdziłam tylko fakt - prychnęłam. Nagle wyciągnął rękę w moją stronę i potarł kciukiem moje ramię.
    - Jasne. Ubrudziłaś się węglem.
    Moja brew samoczynnie powędrowała do góry.
    - Skąd wiesz, że to węgiel? - spytałam powoli, nieco podejrzliwie.
    - Widziałem, jak rysowałaś z Violettą. - Zabrał dłoń i wsadził ją do kieszeni spodni. - Jak uda ci się coś ładnego namalować, to się pochwal. Jestem ciekawy, co potrafisz. - Posłał mi kpiarski uśmiech, po czym klepnął Lysandra w ramię, odwrócił się na pięcie i odszedł.
    - Lys...? - Nieme pytanie zawisło między nami. Po chwili chłopak zachichotał.
    - Grasz na jakimś instrumencie?
    - Na oboju.
    - W takim razie spodziewaj się pytania, czy mu kiedyś coś zagrasz. Nie tylko nauczycielka od woku zdaje się być tobą zainteresowana.
    Nim zdążyłam się odezwać, pomachał mi i poszedł w ślad za Kastielem.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz