wtorek, 21 maja 2013

Prolog. Witajcie w mojej bajce...

   Papiery. Mnóstwo papierów. Po lewej, po prawej, na biurku, na ziemi. Kurz na wielkiej książce wepchniętej pod stos teczek, podniesione żaluzje i deszcz bębniący o szyby.
   I blond włosy chłopak przeglądający kolejną szufladę.
   - Zaraz ją znajdę, poczekaj proszę...
   Kiwnęłam głową, choć nie mógł tego zobaczyć. Powoli podeszłam do okna i spojrzałam na dziedziniec spowity szarością. Liceum Słodki Amoris. Chyba jakiś kretyn wymyślał tą nazwę. Może pierwotnie to miała być szkoła dla dziewczyn? Nie no, żałosne. Gdyby sytuacja finansowa mojej rodziny nie uległa w ostatnim czasie tak drastycznej zmianie, już dawno chodziłabym do jednego z lepszych liceum w kraju. Ale nie. Życie bywa przewrotne i zazwyczaj nie jest tak, jak chcemy, tylko po to, aby było lepiej.
   Albo gorzej.
   Druga klasa się zaczęła, profil wybrany, szkoła (nie przeze mnie) wybrana, teraz jeszcze muszę się tutaj zadomowić. Powiedzmy.
   Odgarnęłam ciemnoczerwone włosy za ucho. Ledwo sięgały ramion. W lewym uchu miałam nausznicę w kształcie srebrnego smoka, w prawym zwykły, malutki kolczyk w kształcie pająka. Poza tym miałam na sobie zwykłą, biało-czarną sukienkę do kolan. I szpilki.
   - Już znalazłem! - Chłopak uśmiechnął się do mnie przepraszająco i położył na biurku teczkę. Sprawdził wszystkie dokumenty, upewnił się, że opłata została uiszczona i zdjęcie dołączone. - Nie wiem, dlaczego dyrektorka twierdziła, że nie ma twojej teczki...
    - Jasne. Ja też nie wiem. - Spojrzałam wymownie w stronę papierów, książek i innych dokumentacji chaotycznie rozrzuconych po biurku. - Zawsze masz tu taki burdel?
    Myślałam, że rzuci we mnie krzesłem.
    - Zawsze przez pierwsze dni nowego roku szkolnego - odrzekł, patrząc na mnie beznamiętnie. Widziałam już, że za mną nie przepada.
    - Nataniel, tak? - Gdy kiwnął sztywno głową, dokończyłam myśl - Chyba jesteś bardziej ogarnięty niż nauczyciele w tej szkole.
   - W  niektórych sprawach... - Parsknął śmiechem. Pomachałam mu i wyszłam z sali. Na korytarzu było chłodno, słonecznie i... mdło. Róż. Róż, róż, róż. Gorzej, niż w pokoju mojej pięcioletniej siostry.
   Tylko brakuje miśków rodem z pewnego anime.
   Uczniowie rozmawiali ze sobą, śmiali się. Jakaś dziewczyna całowała się z chłopakiem w kącie, inna ściskała przyjaciółkę. Spuściłam głowę i sztywno udałam się w stronę wyjścia. Nie pamiętałam nawet, kogo mam w klasie. Wszyscy zlali się w jedną, bezkształtną masę. Gdy na kogokolwiek spojrzałam, widziałam koleżankę bądź kolegę z poprzedniej szkoły. Bardzo mi ich brakowało. Tutaj nie znałam nikogo. Czułam się obca, tym bardziej, że nigdy nie chciałam chodzić do tej szkoły.
   Podeszłam do okna i westchnęłam. Deszcz ciął niemiłosiernie, wiatr targał liśćmi drzew. Pod parasolką szły dwie dziewczyny w niebieskich żakietach. Spojrzałam na swoje odbicie w szybie. Jasne, szare oczy, ładnie skrojone, blade usta i ułożone w miękki, delikatny łuk brwi. Byłam ładna. Słyszałam wiele razy, że jestem ładna. Ale nigdy od chłopaka.
   Siadłam na parapecie i wyjęłam z torby telefon. Napisałam do przyjaciółki smsa, kończąc go ironicznym "nie mogę się doczekać jutra" .
   - Przepraszam, ty jesteś w klasie 2 g?
   Wzdrygnęłam się, gdy przede mną stanęła dziewczyna o fioletowych włosach. Na ramieniu miała szeroką, pastelową torbę, a na niej kilka przypinek. Uśmiechała się delikatnie, jakby nie była pewna, czy to do mnie chciała zagadać.
   - Jasne, i ty również, jak mniemam? - Kiedy potwierdziła, dodałam - Przepraszam, na razie nie kojarzę twarzy.
   - Rozumiem. Po prostu zauważyłam twoją nausznicę. Jest przepiękna. Lubię smoki.
   Coś mnie w niej uspokajało. Nie czułam tego wyobcowania tak bardzo, jak na apelu. Jej spokojne spojrzenie, zakłopotany uśmiech i postawa ciała składały się w jedną, zgrabną całość.
    - Violetto, to chyba twoje - męski głos, głęboki, nie za niski, nie za wysoki. Aksamitny. Podszedł do nas chłopak, który chyba siedział w klasie niedaleko mnie. Szare włosy i dwukolorowe oczy. Jego oczy...! Mam słabość do takich. Sama chciałabym mieć jedno szare, drugie brązowe. No nic. W końcu odważę się założyć kolorowe soczewki.
    Podał Violetcie grubą teczkę z wielkim, czarnym drzewem na białym tle. Dziewczyna zarumieniła się i schowała zgubę do torby.
   - Dziękuję.
   Spojrzenie chłopaka zwróciło się w moją stronę.
   - Jestem Lysander. Maria, tak?
   - Zgadza się.
   - Przepraszam, muszę już iść. Do zobaczenia jutro - powiedziała Violetta i ruszyła korytarzem, zaciskając palce na pasku od torby. Pożegnaliśmy się z nią i zostaliśmy sami. Chłopak był intrygujący- a z pewnością o wiele ciekawszy niż ten blondynek z pokoju gospodarczego - dlatego miałam cichą nadzieję, że nie pójdzie w ślady Violetty i nie zostawi mnie samej. Szczególnie, że nie miałam parasola.
   - Podoba ci się ta szkoła? - zagadał mnie, siadając obok na parapecie.
   - Nie podoba mi się tyle różu. Ale sale lekcyjne są o wiele lepsze.
   - Sądziłem, że dziewczyny lubią ten kolor...
   Spojrzałam na niego z ukosa. Wpatrywał się w jeden punkt naprzeciwko, marszcząc brwi.
   - Kolor nie jest zły. Ja po prostu nie lubię jego nadmiaru. Wystarczy, że moja siostra ma wszystko różowe, począwszy od skarpetek, a kończąc na włosach lalki.
    - Sądziłem, że Barbie ma blond włosy. - Uśmiechnął się, przenosząc wzrok na mnie. Westchnęłam i spojrzałam wymownie w niebo.
    - Daj dziecku mazaki.
    Jego śmiech był niesamowity, nie za głośny, nie za chrapliwy. Taki, któremu aż chce się wtórować.
    - Ile siostra ma lat?
    - Pięć.
    - Współczuję.
    - A ty masz rodzeństwo?
    - Starszego brata.
    Kurde. Zawsze chciałam mieć starszego brata. Moja przyjaciółka z podstawówki miała i wydawało mi się to strasznie super. Męczyć go o matematykę. Pokłócić się. Powalczyć. Zwalić kłopot na brata. Podglądać jego super kolegów... Ale nie. Mam tylko moją siostrę. Wiem, że tata chciał mieć syna. Ale nie zdążył.
     - Maria?
     Odetchnęłam głęboko, nim z powrotem na niego spojrzałam. Miał zatroskaną minę. Zawsze, gdy rozmyślałam o przeszłości, stawałam się na wszystko obojętna. Czas przepływał obok, byłam tylko ja, wsadzona bez ładu i składu do jakiegoś filmu, w którym nawet nie jestem główną bohaterką własnego życia, a jedynie tłem dla innych.
    - Przepraszam, to zmęczenie. Źle spałam.
    - Postaraj się więc dzisiaj wyspać. Od jutra czeka cię szkolna rzeczywistość.
    Uśmiechnęłam się, po czym wstałam.
    - W takim razie wrócę już do domu. Dziękuję za towarzystwo. - Uśmiechnęłam się delikatnie i pożegnałam.
    Gdy tylko weszłam do domu, zrzuciłam z siebie mokre ubrania, założyłam suche i poszłam do kuchni. Mama pewnie pojechała po siostrę, więc byłam sama w domu.
   Może nie będzie tak źle w tym liceum...
   Może będzie super.
   A przynajmniej ciekawie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz