Rysunki zdawały się być bez wyrazu. Ilekroć przeciągałam ołówek po kartce, miałam wrażenie, że tworzę marionetkę bez duszy. Papier poplamiony czymś ciemnym, w tym przypadku grafitem. Zmieniałam ołówki z H2 na HB, z HB na 7H, ale ciągle coś było nie tak. W końcu zmięłam kolejną kartkę i wrzuciłam ją do niemal pełnego kosza. Chomik zaszamotał się po klatce.
W końcu odepchnęłam się nieco od biurka, położyłam buty na blacie i odchyliłam w tył. Krzesło skrzypnęło ostrzegawczo, ale nie przejęłam się tym. Kilka guzów z tyłu głowy nie zmieniło mojego przyzwyczajenia.
Za oknem ciężkie, szare chmury przetaczały się przez niebo. Idealna cisza nie zmącona śpiewem ptaków ani szumem drzew. Całe życie zamarło i czekało, aż niebo się zarwie.
Do południa było naprawdę upalnie. Sobota ciągnęła mi się w nieskończoność, dlatego zdecydowałam się wyjść z domu. Nałożyłam luźną, fioletową bluzę na ramiona i zajrzałam do kuchni.
- Mamo, wychodzę.
Mama spojrzała na mnie, mrużąc oczy.
- Nie jestem pewna, czy to jest dobry pomysł.
- Zdążę przed burzą. - Posłałam jej pewny siebie uśmiech i pospiesznie założyłam botki. Upewniłam się, że mam w kieszeni dokumenty i telefon i zamknęłam za sobą drzwi. Jedyne, czego ze sobą nie miałam, to słuchawek. Mimo wszystko nie wróciłam się po nie, tylko poszłam w stronę lasu. Minęło mnie kilka aut, starsza kobieta na rowerze oraz dzieciaki na deskorolkach. Gdy weszłam już na leśną dróżkę, zauważyłam dużego, ciemnego psa. Miał obrożę, ale mimo to wydawał się być sam. Zamarłam. Serce zaczęło mi bić cholernie szybko. Tolerowałam naprawdę wiele. Ale psy zawsze wzbudzały we mnie nieodparty strach, nawet jeśli były daleko i wcale nie były mną zainteresowane.
Po chwili pies uniósł łeb i utkwił we mnie wzrok. Widziałam, jak jego mięśnie się napinają, szczęki rozwierają, doszedł mnie charkot, po chwili warczenie... Nie chciałam na niego patrzeć, ale wzrok mimowolnie wędrował mi co chwilę w jego stronę.
Zdawało mi się, że ktoś zagwizdał. Zdecydowałam, że pójdę dalej przed siebie. Po prostu skręcę w prawo, omijając w ten sposób psa.
Zrobiłam jeden krok, zerknęłam na niego... Zerwał się z miejsca. Zaczęłam biec. Telefon wypadł mi z kieszeni, ale nie byłam w stanie zawrócić po niego. Adrenalina buzowała w żyłach, zabijając słabość mięśni. Nigdy tak szybko nie biegłam. Widziałam wszystko bardzo wyraźnie. Dobiegałam do zakrętu, gdy nagle ktoś zaczął wołać...
Złapałam ostry zakręt. Na chwilę straciłam równowagę, ale szybko się w sobie zebrałam i biegłam wzdłuż brzegu lasu. Niebo przede mną było zasłonięte niemal czarnymi chmurami. I wtedy horyzont przeszyła błyskawica. Zacisnęłam mocno powieki i wrzasnęłam... A potem ujrzałam tylko żwir. Kolana i prawy łokieć przeszył ostry ból, który natychmiast zniknął. Przewróciłam się na plecy i uniosłam na lewej ręce. Pies biegł prosto na mnie z obnażonymi kłami, po których ciekła ślina. Oczami wyobraźni widziałam, jak zaciska szczęki na mojej szyi...
Ciężki grzmot przetoczył się po okolicy. Pies zerwał się do skoku. Padłam na plecy i przetoczyłam się w bok, ze dwa metry od stworzenia, które zębami uchwyciło jedynie powietrze i kurz, który wzbiłam za sobą.
- DEMON! Kurwa, mać, WRACAJ TU!
Wtedy zobaczyłam, jak chłopak w ciemnych ubraniach staje między mną a psem. W lewej dłoni ściskał smycz i kaganiec. Pies zawarczał, ale nie ruszył się z miejsca.
- Niedobry pies! Siad!
Demon, jak wywnioskowałam, usiadł dosyć niechętnie. Wychylał się to w prawo, to w lewo, pragnąc dojrzeć mnie za swoim panem. Wtedy on uklęknął przed psem i zapiął smycz. Owinął ją wokół nadgarstka i, nadal mówiąc po cichu do psa, założył mu kaganiec. Następnie podszedł z Demonem do najbliższego drzewa i mocno oplątał wokół niego smycz. I wtedy się odwrócił.
Zaczął padać deszcz.
niedziela, 23 czerwca 2013
wtorek, 28 maja 2013
Rozdział 1. Ślad węgla.
Chomik wściekle gryzł pręty klatki. Brązowe futerko zjeżyło mu się na grzbieciku, a oczy błyszczały niczym dwa diamenciki. Niewyspana zwlokłam się z łóżka, poprawiłam fioletową koszulę nocną i wyjęłam z klatki miseczkę, do której wsypałam jedzenia. Gdy tylko zamknęłam drzwiczki, chomik rzucił się do jedzenia. Poszłam do łazienki, zmyłam z siebie sen i delikatnie pomalowałam oczy brązowym cieniem i czarną maskarą. Włosy jedynie rozczesałam, ubrałam czarne dżinsy i czerwoną koszulkę na ramiączkach. Zeszłam na dół, zjadłam śniadanie i wyszłam z domu.
Szkoła wyrosła za zakrętem. Niebieska, urocza i całkiem nowa. Poprawiłam szarą torbę na moim ramieniu. Miałam doczepione do niej przypinki z ulubionych serii anime, a także dwie naszywki z zespołami.
Na dziedzińcu był tłok. Zgrabnie przecisnęłam się między uczniami i weszłam do chłodnego, spokojnego wnętrza budynku. Według planu matematykę mieliśmy w sali 104. Weszłam schodami na górę i rozejrzałam się. Dwóch chłopaków na końcu korytarza grało na PSP, grupka dziewczyn siedziała na ziemi i zanosiła się śmiechem. Spojrzałam na trzy cyfry umieszczone na drzwiach, tuż ponad szklaną szybką. Stanęłam na palcach i zajrzałam do środka. Siedzieli tam. Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam klamkę.
Na dzień dobry dostałam butelką w głowę.
- Sorry, nie sądziłem, że tu ktoś wejdzie!
Rozmasowałam sobie bok, czując, jak ból ustępuje tak szybko, jak się pojawił. Uniosłam wzrok i wbiłam go w chłopaka o rudych włosach. Był chyba niższy ode mnie. Siedział w drugiej ławce i uśmiechał się szeroko. Obok niego był szatyn, a jeszcze obok chłopak z czerwonymi włosami.
Podniosłam butelkę z ziemi i wrzuciłam ją do kosza stojącego dwa kroki za mną.
- Udajesz idiotę czy faktycznie nim jesteś? - powiedziałam sucho, z ulgą dostrzegając miejsce obok Violetty. Dziewczyna pomachała mi, uśmiechając się na swój sposób. Położyłam torbę na podłodze i siadłam na krzesełku.
- Przecież cię przeprosiłem! - Wyraźnie słyszałam pretensje w jego głosie. Violetta wzruszyła ramionami i szepnęła:
- Nie przejmuj się. Jest niski, więc musi zwracać na siebie całą uwagę.
- W takim razie niech lepiej uważa, żebym go nie podeptała. Z reguły nie patrzę pod nogi.
Dziewczyna pokiwała głową, wyraźnie zakłopotana. Machnęłam ręką i zajrzałam jej przez ramię. Martwa natura, która zdawała się niemal żyć własnym życiem. Z mojego gardła wydobyło się jedynie słabe westchnienie.
- Podoba ci się? - Violetta spytała nieśmiało, rumieniąc się.
- Kobieto, to jest... niesamowite! Co ty tutaj robisz? Powinnaś iść do plastyka!
Nim zdążyła mi odpowiedzieć, do sali weszła nauczycielka. Zatrzasnęła za sobą drzwi i rozejrzała się po klasie. Byłam pewna, że za chwilę wykona elegancki "facepalm".
- Przerwa się jeszcze nie skończyła, czemu siedzicie w klasie?
Wzruszyliśmy ramionami, nie ruszając się z miejsca.
Słońce wschodziło za oknem coraz wyżej.
Wiedza o Kulturze była ostatnią godziną. Starsza kobieta siedziała na biurku, niesamowicie chuda jak na swój wiek . Jej monotonny głos przetaczał się przez całą salę, pogrążając nas w stan zupełnego odrętwienia.
- ... poprawa tylko w formie odpowiedzi ustnych. I to tyle jeśli chodzi o WSO. Z tego, co wiem, w waszej klasie jest nowa uczennica. Pokaż się, misia.
Poczułam na sobie masę spojrzeń. Wstałam i uśmiechnęłam się do pani.
- Super. Opowiedz mi coś o sobie, misia, twoje zainteresowania, czy pasje.
Violetta posłała mi ukradkowy uśmiech. Stresowałam się. Nie lubiłam mówić na forum klasy. Nie o sobie. Pocieszałam się jedynie, że kilka osób już ze mną rozmawiało, więc nie byłam już taka zupełnie "nowa". Wzięłam głębszy wdech i zaczęłam:
- Nazywam się Maria Regen. Poprzednie liceum ukończyłam z wyróżnieniem. Moje ulubione przedmioty to biologia, języki obce i matematyka. Interesuję się nieco grafiką komputerową, a także muzyką...
- Ale grafiką? Rysujesz, tworzysz strony? - Przerwała mi nauczycielka.
- Rysuję na tablecie. Stron nie umiem tworzyć.
- A gatunki muzyki? Grasz na jakimś instrumencie?
- Wolę wymieniać zespołami, bo nie mam ulubionych gatunków. Grałam swego czasu na oboju i pianinie. Ukończyłam szkołę muzyczną pierwszego stopnia. Śpiewam też dla przyjemności.
Nauczycielka zdawała się być zachwycona. Zaczęła opowiadać (bardzo powoli) o szkolnym chórze, a także o tym, jak ona swego czasu chodziła do szkoły muzycznej.
Po lekcjach na dziedzińcu rozmawiałam jeszcze z Peggy. Gdy tylko się pożegnałyśmy, zobaczyłam Lysandra. Pomachałam mu i podeszłam bliżej. Nie był w mojej klasie.
- Cześć. Widzę, że masz dobry humor. - Uśmiechnął się niemal niezauważalnie.
- Tak, chyba nabrałam dystansu do siebie i swojej sytuacji. Poza tym podoba mi się, że każdy jest tutaj inny. Nic nie jest tu takie samo. Nikt nie jest taki sam.
- Każdy człowiek jest inny. - Lysander zmarszczył brwi.
- Owszem. Ale u mnie w poprzedniej szkole wszyscy zaczynali po pewnym czasie zachowywać się według określonych schematów. Miałam wrażenie, że było niewiele osób, które wnosiły sobą coś więcej, niż tylko ciało.
Nagle podszedł do nas czerwonowłosy chłopak. Był seksowny. Był cholernie seksowny. Tylko nie rozumiałam, czemu się przefarbował.
- Hej, Kas. - Lysander przybił z nim piątkę, po czym uśmiechnął się. -Jesteście razem w klasie?
Pokiwałam głową. Już chciałam powiedzieć, że wracam do domu, gdy nagle Kastiel powiedział:
- Podlizała się na wstępie nauczycielce woku. Trudno jej nie zapamiętać.
- Stwierdziłam tylko fakt - prychnęłam. Nagle wyciągnął rękę w moją stronę i potarł kciukiem moje ramię.
- Jasne. Ubrudziłaś się węglem.
Moja brew samoczynnie powędrowała do góry.
- Skąd wiesz, że to węgiel? - spytałam powoli, nieco podejrzliwie.
- Widziałem, jak rysowałaś z Violettą. - Zabrał dłoń i wsadził ją do kieszeni spodni. - Jak uda ci się coś ładnego namalować, to się pochwal. Jestem ciekawy, co potrafisz. - Posłał mi kpiarski uśmiech, po czym klepnął Lysandra w ramię, odwrócił się na pięcie i odszedł.
- Lys...? - Nieme pytanie zawisło między nami. Po chwili chłopak zachichotał.
- Grasz na jakimś instrumencie?
- Na oboju.
- W takim razie spodziewaj się pytania, czy mu kiedyś coś zagrasz. Nie tylko nauczycielka od woku zdaje się być tobą zainteresowana.
Nim zdążyłam się odezwać, pomachał mi i poszedł w ślad za Kastielem.
Szkoła wyrosła za zakrętem. Niebieska, urocza i całkiem nowa. Poprawiłam szarą torbę na moim ramieniu. Miałam doczepione do niej przypinki z ulubionych serii anime, a także dwie naszywki z zespołami.
Na dziedzińcu był tłok. Zgrabnie przecisnęłam się między uczniami i weszłam do chłodnego, spokojnego wnętrza budynku. Według planu matematykę mieliśmy w sali 104. Weszłam schodami na górę i rozejrzałam się. Dwóch chłopaków na końcu korytarza grało na PSP, grupka dziewczyn siedziała na ziemi i zanosiła się śmiechem. Spojrzałam na trzy cyfry umieszczone na drzwiach, tuż ponad szklaną szybką. Stanęłam na palcach i zajrzałam do środka. Siedzieli tam. Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam klamkę.
Na dzień dobry dostałam butelką w głowę.
- Sorry, nie sądziłem, że tu ktoś wejdzie!
Rozmasowałam sobie bok, czując, jak ból ustępuje tak szybko, jak się pojawił. Uniosłam wzrok i wbiłam go w chłopaka o rudych włosach. Był chyba niższy ode mnie. Siedział w drugiej ławce i uśmiechał się szeroko. Obok niego był szatyn, a jeszcze obok chłopak z czerwonymi włosami.
Podniosłam butelkę z ziemi i wrzuciłam ją do kosza stojącego dwa kroki za mną.
- Udajesz idiotę czy faktycznie nim jesteś? - powiedziałam sucho, z ulgą dostrzegając miejsce obok Violetty. Dziewczyna pomachała mi, uśmiechając się na swój sposób. Położyłam torbę na podłodze i siadłam na krzesełku.
- Przecież cię przeprosiłem! - Wyraźnie słyszałam pretensje w jego głosie. Violetta wzruszyła ramionami i szepnęła:
- Nie przejmuj się. Jest niski, więc musi zwracać na siebie całą uwagę.
- W takim razie niech lepiej uważa, żebym go nie podeptała. Z reguły nie patrzę pod nogi.
Dziewczyna pokiwała głową, wyraźnie zakłopotana. Machnęłam ręką i zajrzałam jej przez ramię. Martwa natura, która zdawała się niemal żyć własnym życiem. Z mojego gardła wydobyło się jedynie słabe westchnienie.
- Podoba ci się? - Violetta spytała nieśmiało, rumieniąc się.
- Kobieto, to jest... niesamowite! Co ty tutaj robisz? Powinnaś iść do plastyka!
Nim zdążyła mi odpowiedzieć, do sali weszła nauczycielka. Zatrzasnęła za sobą drzwi i rozejrzała się po klasie. Byłam pewna, że za chwilę wykona elegancki "facepalm".
- Przerwa się jeszcze nie skończyła, czemu siedzicie w klasie?
Wzruszyliśmy ramionami, nie ruszając się z miejsca.
Słońce wschodziło za oknem coraz wyżej.
Wiedza o Kulturze była ostatnią godziną. Starsza kobieta siedziała na biurku, niesamowicie chuda jak na swój wiek . Jej monotonny głos przetaczał się przez całą salę, pogrążając nas w stan zupełnego odrętwienia.
- ... poprawa tylko w formie odpowiedzi ustnych. I to tyle jeśli chodzi o WSO. Z tego, co wiem, w waszej klasie jest nowa uczennica. Pokaż się, misia.
Poczułam na sobie masę spojrzeń. Wstałam i uśmiechnęłam się do pani.
- Super. Opowiedz mi coś o sobie, misia, twoje zainteresowania, czy pasje.
Violetta posłała mi ukradkowy uśmiech. Stresowałam się. Nie lubiłam mówić na forum klasy. Nie o sobie. Pocieszałam się jedynie, że kilka osób już ze mną rozmawiało, więc nie byłam już taka zupełnie "nowa". Wzięłam głębszy wdech i zaczęłam:
- Nazywam się Maria Regen. Poprzednie liceum ukończyłam z wyróżnieniem. Moje ulubione przedmioty to biologia, języki obce i matematyka. Interesuję się nieco grafiką komputerową, a także muzyką...
- Ale grafiką? Rysujesz, tworzysz strony? - Przerwała mi nauczycielka.
- Rysuję na tablecie. Stron nie umiem tworzyć.
- A gatunki muzyki? Grasz na jakimś instrumencie?
- Wolę wymieniać zespołami, bo nie mam ulubionych gatunków. Grałam swego czasu na oboju i pianinie. Ukończyłam szkołę muzyczną pierwszego stopnia. Śpiewam też dla przyjemności.
Nauczycielka zdawała się być zachwycona. Zaczęła opowiadać (bardzo powoli) o szkolnym chórze, a także o tym, jak ona swego czasu chodziła do szkoły muzycznej.
Po lekcjach na dziedzińcu rozmawiałam jeszcze z Peggy. Gdy tylko się pożegnałyśmy, zobaczyłam Lysandra. Pomachałam mu i podeszłam bliżej. Nie był w mojej klasie.
- Cześć. Widzę, że masz dobry humor. - Uśmiechnął się niemal niezauważalnie.
- Tak, chyba nabrałam dystansu do siebie i swojej sytuacji. Poza tym podoba mi się, że każdy jest tutaj inny. Nic nie jest tu takie samo. Nikt nie jest taki sam.
- Każdy człowiek jest inny. - Lysander zmarszczył brwi.
- Owszem. Ale u mnie w poprzedniej szkole wszyscy zaczynali po pewnym czasie zachowywać się według określonych schematów. Miałam wrażenie, że było niewiele osób, które wnosiły sobą coś więcej, niż tylko ciało.
Nagle podszedł do nas czerwonowłosy chłopak. Był seksowny. Był cholernie seksowny. Tylko nie rozumiałam, czemu się przefarbował.
- Hej, Kas. - Lysander przybił z nim piątkę, po czym uśmiechnął się. -Jesteście razem w klasie?
Pokiwałam głową. Już chciałam powiedzieć, że wracam do domu, gdy nagle Kastiel powiedział:
- Podlizała się na wstępie nauczycielce woku. Trudno jej nie zapamiętać.
- Stwierdziłam tylko fakt - prychnęłam. Nagle wyciągnął rękę w moją stronę i potarł kciukiem moje ramię.
- Jasne. Ubrudziłaś się węglem.
Moja brew samoczynnie powędrowała do góry.
- Skąd wiesz, że to węgiel? - spytałam powoli, nieco podejrzliwie.
- Widziałem, jak rysowałaś z Violettą. - Zabrał dłoń i wsadził ją do kieszeni spodni. - Jak uda ci się coś ładnego namalować, to się pochwal. Jestem ciekawy, co potrafisz. - Posłał mi kpiarski uśmiech, po czym klepnął Lysandra w ramię, odwrócił się na pięcie i odszedł.
- Lys...? - Nieme pytanie zawisło między nami. Po chwili chłopak zachichotał.
- Grasz na jakimś instrumencie?
- Na oboju.
- W takim razie spodziewaj się pytania, czy mu kiedyś coś zagrasz. Nie tylko nauczycielka od woku zdaje się być tobą zainteresowana.
Nim zdążyłam się odezwać, pomachał mi i poszedł w ślad za Kastielem.
wtorek, 21 maja 2013
Prolog. Witajcie w mojej bajce...
Papiery. Mnóstwo papierów. Po lewej, po prawej, na biurku, na ziemi. Kurz na wielkiej książce wepchniętej pod stos teczek, podniesione żaluzje i deszcz bębniący o szyby.
I blond włosy chłopak przeglądający kolejną szufladę.
- Zaraz ją znajdę, poczekaj proszę...
Kiwnęłam głową, choć nie mógł tego zobaczyć. Powoli podeszłam do okna i spojrzałam na dziedziniec spowity szarością. Liceum Słodki Amoris. Chyba jakiś kretyn wymyślał tą nazwę. Może pierwotnie to miała być szkoła dla dziewczyn? Nie no, żałosne. Gdyby sytuacja finansowa mojej rodziny nie uległa w ostatnim czasie tak drastycznej zmianie, już dawno chodziłabym do jednego z lepszych liceum w kraju. Ale nie. Życie bywa przewrotne i zazwyczaj nie jest tak, jak chcemy, tylko po to, aby było lepiej.
Albo gorzej.
Druga klasa się zaczęła, profil wybrany, szkoła (nie przeze mnie) wybrana, teraz jeszcze muszę się tutaj zadomowić. Powiedzmy.
Odgarnęłam ciemnoczerwone włosy za ucho. Ledwo sięgały ramion. W lewym uchu miałam nausznicę w kształcie srebrnego smoka, w prawym zwykły, malutki kolczyk w kształcie pająka. Poza tym miałam na sobie zwykłą, biało-czarną sukienkę do kolan. I szpilki.
- Już znalazłem! - Chłopak uśmiechnął się do mnie przepraszająco i położył na biurku teczkę. Sprawdził wszystkie dokumenty, upewnił się, że opłata została uiszczona i zdjęcie dołączone. - Nie wiem, dlaczego dyrektorka twierdziła, że nie ma twojej teczki...
- Jasne. Ja też nie wiem. - Spojrzałam wymownie w stronę papierów, książek i innych dokumentacji chaotycznie rozrzuconych po biurku. - Zawsze masz tu taki burdel?
Myślałam, że rzuci we mnie krzesłem.
- Zawsze przez pierwsze dni nowego roku szkolnego - odrzekł, patrząc na mnie beznamiętnie. Widziałam już, że za mną nie przepada.
- Nataniel, tak? - Gdy kiwnął sztywno głową, dokończyłam myśl - Chyba jesteś bardziej ogarnięty niż nauczyciele w tej szkole.
- W niektórych sprawach... - Parsknął śmiechem. Pomachałam mu i wyszłam z sali. Na korytarzu było chłodno, słonecznie i... mdło. Róż. Róż, róż, róż. Gorzej, niż w pokoju mojej pięcioletniej siostry.
Tylko brakuje miśków rodem z pewnego anime.
Uczniowie rozmawiali ze sobą, śmiali się. Jakaś dziewczyna całowała się z chłopakiem w kącie, inna ściskała przyjaciółkę. Spuściłam głowę i sztywno udałam się w stronę wyjścia. Nie pamiętałam nawet, kogo mam w klasie. Wszyscy zlali się w jedną, bezkształtną masę. Gdy na kogokolwiek spojrzałam, widziałam koleżankę bądź kolegę z poprzedniej szkoły. Bardzo mi ich brakowało. Tutaj nie znałam nikogo. Czułam się obca, tym bardziej, że nigdy nie chciałam chodzić do tej szkoły.
Podeszłam do okna i westchnęłam. Deszcz ciął niemiłosiernie, wiatr targał liśćmi drzew. Pod parasolką szły dwie dziewczyny w niebieskich żakietach. Spojrzałam na swoje odbicie w szybie. Jasne, szare oczy, ładnie skrojone, blade usta i ułożone w miękki, delikatny łuk brwi. Byłam ładna. Słyszałam wiele razy, że jestem ładna. Ale nigdy od chłopaka.
Siadłam na parapecie i wyjęłam z torby telefon. Napisałam do przyjaciółki smsa, kończąc go ironicznym "nie mogę się doczekać jutra" .
- Przepraszam, ty jesteś w klasie 2 g?
Wzdrygnęłam się, gdy przede mną stanęła dziewczyna o fioletowych włosach. Na ramieniu miała szeroką, pastelową torbę, a na niej kilka przypinek. Uśmiechała się delikatnie, jakby nie była pewna, czy to do mnie chciała zagadać.
- Jasne, i ty również, jak mniemam? - Kiedy potwierdziła, dodałam - Przepraszam, na razie nie kojarzę twarzy.
- Rozumiem. Po prostu zauważyłam twoją nausznicę. Jest przepiękna. Lubię smoki.
Coś mnie w niej uspokajało. Nie czułam tego wyobcowania tak bardzo, jak na apelu. Jej spokojne spojrzenie, zakłopotany uśmiech i postawa ciała składały się w jedną, zgrabną całość.
- Violetto, to chyba twoje - męski głos, głęboki, nie za niski, nie za wysoki. Aksamitny. Podszedł do nas chłopak, który chyba siedział w klasie niedaleko mnie. Szare włosy i dwukolorowe oczy. Jego oczy...! Mam słabość do takich. Sama chciałabym mieć jedno szare, drugie brązowe. No nic. W końcu odważę się założyć kolorowe soczewki.
Podał Violetcie grubą teczkę z wielkim, czarnym drzewem na białym tle. Dziewczyna zarumieniła się i schowała zgubę do torby.
- Dziękuję.
Spojrzenie chłopaka zwróciło się w moją stronę.
- Jestem Lysander. Maria, tak?
- Zgadza się.
- Przepraszam, muszę już iść. Do zobaczenia jutro - powiedziała Violetta i ruszyła korytarzem, zaciskając palce na pasku od torby. Pożegnaliśmy się z nią i zostaliśmy sami. Chłopak był intrygujący- a z pewnością o wiele ciekawszy niż ten blondynek z pokoju gospodarczego - dlatego miałam cichą nadzieję, że nie pójdzie w ślady Violetty i nie zostawi mnie samej. Szczególnie, że nie miałam parasola.
- Podoba ci się ta szkoła? - zagadał mnie, siadając obok na parapecie.
- Nie podoba mi się tyle różu. Ale sale lekcyjne są o wiele lepsze.
- Sądziłem, że dziewczyny lubią ten kolor...
Spojrzałam na niego z ukosa. Wpatrywał się w jeden punkt naprzeciwko, marszcząc brwi.
- Kolor nie jest zły. Ja po prostu nie lubię jego nadmiaru. Wystarczy, że moja siostra ma wszystko różowe, począwszy od skarpetek, a kończąc na włosach lalki.
- Sądziłem, że Barbie ma blond włosy. - Uśmiechnął się, przenosząc wzrok na mnie. Westchnęłam i spojrzałam wymownie w niebo.
- Daj dziecku mazaki.
Jego śmiech był niesamowity, nie za głośny, nie za chrapliwy. Taki, któremu aż chce się wtórować.
- Ile siostra ma lat?
- Pięć.
- Współczuję.
- A ty masz rodzeństwo?
- Starszego brata.
Kurde. Zawsze chciałam mieć starszego brata. Moja przyjaciółka z podstawówki miała i wydawało mi się to strasznie super. Męczyć go o matematykę. Pokłócić się. Powalczyć. Zwalić kłopot na brata. Podglądać jego super kolegów... Ale nie. Mam tylko moją siostrę. Wiem, że tata chciał mieć syna. Ale nie zdążył.
- Maria?
Odetchnęłam głęboko, nim z powrotem na niego spojrzałam. Miał zatroskaną minę. Zawsze, gdy rozmyślałam o przeszłości, stawałam się na wszystko obojętna. Czas przepływał obok, byłam tylko ja, wsadzona bez ładu i składu do jakiegoś filmu, w którym nawet nie jestem główną bohaterką własnego życia, a jedynie tłem dla innych.
- Przepraszam, to zmęczenie. Źle spałam.
- Postaraj się więc dzisiaj wyspać. Od jutra czeka cię szkolna rzeczywistość.
Uśmiechnęłam się, po czym wstałam.
- W takim razie wrócę już do domu. Dziękuję za towarzystwo. - Uśmiechnęłam się delikatnie i pożegnałam.
Gdy tylko weszłam do domu, zrzuciłam z siebie mokre ubrania, założyłam suche i poszłam do kuchni. Mama pewnie pojechała po siostrę, więc byłam sama w domu.
Może nie będzie tak źle w tym liceum...
Może będzie super.
A przynajmniej ciekawie.
I blond włosy chłopak przeglądający kolejną szufladę.
- Zaraz ją znajdę, poczekaj proszę...
Kiwnęłam głową, choć nie mógł tego zobaczyć. Powoli podeszłam do okna i spojrzałam na dziedziniec spowity szarością. Liceum Słodki Amoris. Chyba jakiś kretyn wymyślał tą nazwę. Może pierwotnie to miała być szkoła dla dziewczyn? Nie no, żałosne. Gdyby sytuacja finansowa mojej rodziny nie uległa w ostatnim czasie tak drastycznej zmianie, już dawno chodziłabym do jednego z lepszych liceum w kraju. Ale nie. Życie bywa przewrotne i zazwyczaj nie jest tak, jak chcemy, tylko po to, aby było lepiej.
Albo gorzej.
Druga klasa się zaczęła, profil wybrany, szkoła (nie przeze mnie) wybrana, teraz jeszcze muszę się tutaj zadomowić. Powiedzmy.
Odgarnęłam ciemnoczerwone włosy za ucho. Ledwo sięgały ramion. W lewym uchu miałam nausznicę w kształcie srebrnego smoka, w prawym zwykły, malutki kolczyk w kształcie pająka. Poza tym miałam na sobie zwykłą, biało-czarną sukienkę do kolan. I szpilki.
- Już znalazłem! - Chłopak uśmiechnął się do mnie przepraszająco i położył na biurku teczkę. Sprawdził wszystkie dokumenty, upewnił się, że opłata została uiszczona i zdjęcie dołączone. - Nie wiem, dlaczego dyrektorka twierdziła, że nie ma twojej teczki...
- Jasne. Ja też nie wiem. - Spojrzałam wymownie w stronę papierów, książek i innych dokumentacji chaotycznie rozrzuconych po biurku. - Zawsze masz tu taki burdel?
Myślałam, że rzuci we mnie krzesłem.
- Zawsze przez pierwsze dni nowego roku szkolnego - odrzekł, patrząc na mnie beznamiętnie. Widziałam już, że za mną nie przepada.
- Nataniel, tak? - Gdy kiwnął sztywno głową, dokończyłam myśl - Chyba jesteś bardziej ogarnięty niż nauczyciele w tej szkole.
- W niektórych sprawach... - Parsknął śmiechem. Pomachałam mu i wyszłam z sali. Na korytarzu było chłodno, słonecznie i... mdło. Róż. Róż, róż, róż. Gorzej, niż w pokoju mojej pięcioletniej siostry.
Tylko brakuje miśków rodem z pewnego anime.
Uczniowie rozmawiali ze sobą, śmiali się. Jakaś dziewczyna całowała się z chłopakiem w kącie, inna ściskała przyjaciółkę. Spuściłam głowę i sztywno udałam się w stronę wyjścia. Nie pamiętałam nawet, kogo mam w klasie. Wszyscy zlali się w jedną, bezkształtną masę. Gdy na kogokolwiek spojrzałam, widziałam koleżankę bądź kolegę z poprzedniej szkoły. Bardzo mi ich brakowało. Tutaj nie znałam nikogo. Czułam się obca, tym bardziej, że nigdy nie chciałam chodzić do tej szkoły.
Podeszłam do okna i westchnęłam. Deszcz ciął niemiłosiernie, wiatr targał liśćmi drzew. Pod parasolką szły dwie dziewczyny w niebieskich żakietach. Spojrzałam na swoje odbicie w szybie. Jasne, szare oczy, ładnie skrojone, blade usta i ułożone w miękki, delikatny łuk brwi. Byłam ładna. Słyszałam wiele razy, że jestem ładna. Ale nigdy od chłopaka.
Siadłam na parapecie i wyjęłam z torby telefon. Napisałam do przyjaciółki smsa, kończąc go ironicznym "nie mogę się doczekać jutra" .
- Przepraszam, ty jesteś w klasie 2 g?
Wzdrygnęłam się, gdy przede mną stanęła dziewczyna o fioletowych włosach. Na ramieniu miała szeroką, pastelową torbę, a na niej kilka przypinek. Uśmiechała się delikatnie, jakby nie była pewna, czy to do mnie chciała zagadać.
- Jasne, i ty również, jak mniemam? - Kiedy potwierdziła, dodałam - Przepraszam, na razie nie kojarzę twarzy.
- Rozumiem. Po prostu zauważyłam twoją nausznicę. Jest przepiękna. Lubię smoki.
Coś mnie w niej uspokajało. Nie czułam tego wyobcowania tak bardzo, jak na apelu. Jej spokojne spojrzenie, zakłopotany uśmiech i postawa ciała składały się w jedną, zgrabną całość.
- Violetto, to chyba twoje - męski głos, głęboki, nie za niski, nie za wysoki. Aksamitny. Podszedł do nas chłopak, który chyba siedział w klasie niedaleko mnie. Szare włosy i dwukolorowe oczy. Jego oczy...! Mam słabość do takich. Sama chciałabym mieć jedno szare, drugie brązowe. No nic. W końcu odważę się założyć kolorowe soczewki.
Podał Violetcie grubą teczkę z wielkim, czarnym drzewem na białym tle. Dziewczyna zarumieniła się i schowała zgubę do torby.
- Dziękuję.
Spojrzenie chłopaka zwróciło się w moją stronę.
- Jestem Lysander. Maria, tak?
- Zgadza się.
- Przepraszam, muszę już iść. Do zobaczenia jutro - powiedziała Violetta i ruszyła korytarzem, zaciskając palce na pasku od torby. Pożegnaliśmy się z nią i zostaliśmy sami. Chłopak był intrygujący- a z pewnością o wiele ciekawszy niż ten blondynek z pokoju gospodarczego - dlatego miałam cichą nadzieję, że nie pójdzie w ślady Violetty i nie zostawi mnie samej. Szczególnie, że nie miałam parasola.
- Podoba ci się ta szkoła? - zagadał mnie, siadając obok na parapecie.
- Nie podoba mi się tyle różu. Ale sale lekcyjne są o wiele lepsze.
- Sądziłem, że dziewczyny lubią ten kolor...
Spojrzałam na niego z ukosa. Wpatrywał się w jeden punkt naprzeciwko, marszcząc brwi.
- Kolor nie jest zły. Ja po prostu nie lubię jego nadmiaru. Wystarczy, że moja siostra ma wszystko różowe, począwszy od skarpetek, a kończąc na włosach lalki.
- Sądziłem, że Barbie ma blond włosy. - Uśmiechnął się, przenosząc wzrok na mnie. Westchnęłam i spojrzałam wymownie w niebo.
- Daj dziecku mazaki.
Jego śmiech był niesamowity, nie za głośny, nie za chrapliwy. Taki, któremu aż chce się wtórować.
- Ile siostra ma lat?
- Pięć.
- Współczuję.
- A ty masz rodzeństwo?
- Starszego brata.
Kurde. Zawsze chciałam mieć starszego brata. Moja przyjaciółka z podstawówki miała i wydawało mi się to strasznie super. Męczyć go o matematykę. Pokłócić się. Powalczyć. Zwalić kłopot na brata. Podglądać jego super kolegów... Ale nie. Mam tylko moją siostrę. Wiem, że tata chciał mieć syna. Ale nie zdążył.
- Maria?
Odetchnęłam głęboko, nim z powrotem na niego spojrzałam. Miał zatroskaną minę. Zawsze, gdy rozmyślałam o przeszłości, stawałam się na wszystko obojętna. Czas przepływał obok, byłam tylko ja, wsadzona bez ładu i składu do jakiegoś filmu, w którym nawet nie jestem główną bohaterką własnego życia, a jedynie tłem dla innych.
- Przepraszam, to zmęczenie. Źle spałam.
- Postaraj się więc dzisiaj wyspać. Od jutra czeka cię szkolna rzeczywistość.
Uśmiechnęłam się, po czym wstałam.
- W takim razie wrócę już do domu. Dziękuję za towarzystwo. - Uśmiechnęłam się delikatnie i pożegnałam.
Gdy tylko weszłam do domu, zrzuciłam z siebie mokre ubrania, założyłam suche i poszłam do kuchni. Mama pewnie pojechała po siostrę, więc byłam sama w domu.
Może nie będzie tak źle w tym liceum...
Może będzie super.
A przynajmniej ciekawie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)